Moje pierwsze spotkanie z nużeńcem miało miejsce ponad 2 lata temu. Podczas standardowej wizyty u okulisty zostałam poinformowana, że prawdopodobnie mam demodexa i zostałam wysłana na badanie potwierdzające diagnozę. Kiedy w kolejnym gabinecie na monitorze, Pan pokazał mi co żyje na moich rzęsach byłam w szoku. Wiem, że kluczowe w leczeniu tej choroby jest uzmysłowienie i pokazanie choremu rzeczywistą przyczynę złego stanu powiek ale powiem szczerze byłabym chyba szczęśliwsza gdyby w mojej świadomości pozostał on jakimś roztoczem, bliżej niezidentyfikowanym, a najlepiej ładnym roztoczem podobnym np do puchatego króliczka:) To nawet koło króliczka nie stało, ba nawet z niego nie wyewoluowało. Oczywiście w przyrodzie są rzeczy mniej i bardziej ładne, jednak nużeniec - nawet polska nazwa nie jest ładna, należy do tej pierwszej kategorii.
Po tej pamiętnej wizycie wszystko mnie swędziało, w nocy nawiedzały mnie koszmary z nużeńcem w roli głównej, który machał na mnie swoimi odnóżami jakby chciał mi powiedzieć: teraz jesteśmy razem ja i ty, na zawsze. Na szczęście mam bardzo odpowiedzialną Panią Dr i ona postawiła na naturalne leczenie czyli głównie olejek z drzewa herbacianego. Wtedy nie miałam objawów na twarzy, nawet nie wiedziałam, że mam objawy na rzęsach! Zawsze miałam piękne długie rzęsy, jednak od jakiegoś czasu tusz nie brudził już szkiełek w patrzałkach a rzęsy trochę wypadały i było ich jakby mniej, więc liczyłam, że leczenie będzie skuteczne i bezproblemowe. Moja Okulistka zapisała 2% maść z metronidazolem ale jako dodatek poleciła częste przemywanie powiek, zakrapianie oczu oraz olejek z drzewa herbacianego rozcieńczony do przemywania powiek i uszu.
Leczenie przyniosło skutki pozytywne, rzęsy zaczęły odrastać, a ja czułam się lepiej więc przerwałam terapię. Teraz wiem, ze za wcześnie i nie usunęłam głównej przyczyny choroby. Teraz mam nawrót i jest nieco gorzej ponieważ zainfekowana jest twarz, na szczęście nie ma tragedii wielkiej ale dla kobiety każda zamian na pysiu jest depresyjna. Spędziłam bardzo długie godziny, nawet dni na czytaniu wszystkich dostępnych wiadomości na temat demodexa i myślę, że podjęte przeze mnie kroki dają dobre rezultaty. Postanowiłam podzielić się szerzej zebranymi informacjami na temat tej choroby ponieważ nadal świadomość jak ją leczyć wśród polskiej służby zdrowia jest małą, choć jest lepiej niż np 2-3 lata temu. Przedstawię tutaj moją codzienną rutynę pielęgnującą cerę,opiszę przyczyny tej choroby, wszelkie jej skutki na przykładzie mojej osoby. Podkreślam, że są to tylko i wyłącznie moje doświadczenia i nie będę udowadniać na siłę swoich racji. Napisze co najlepiej sprawdziło się u mnie i że wcale nie trzeba wydawać nie wiadomo ile na wymyślne kremy czy leki. Jednak uprzedzam od razu leczenie nie jest krótkie, nie znajdziecie tu lekarstwa na jeden raz, nie dajcie sobie wmówić, że jedna dawka coś zmieni. Czas rozrodczy nużeńca wynosi miesiąc i tyle minimum musi trwać leczenie. Mama nadzieję, że informację, które postaram się umieszczać systematycznie komuś pomogą i uchronią przed błędami jakie ja popełniłam oraz, że nużeńcowe koszmary nie będą już nikogo męczyć.
Pozdrawiam
Karolina
Po tej pamiętnej wizycie wszystko mnie swędziało, w nocy nawiedzały mnie koszmary z nużeńcem w roli głównej, który machał na mnie swoimi odnóżami jakby chciał mi powiedzieć: teraz jesteśmy razem ja i ty, na zawsze. Na szczęście mam bardzo odpowiedzialną Panią Dr i ona postawiła na naturalne leczenie czyli głównie olejek z drzewa herbacianego. Wtedy nie miałam objawów na twarzy, nawet nie wiedziałam, że mam objawy na rzęsach! Zawsze miałam piękne długie rzęsy, jednak od jakiegoś czasu tusz nie brudził już szkiełek w patrzałkach a rzęsy trochę wypadały i było ich jakby mniej, więc liczyłam, że leczenie będzie skuteczne i bezproblemowe. Moja Okulistka zapisała 2% maść z metronidazolem ale jako dodatek poleciła częste przemywanie powiek, zakrapianie oczu oraz olejek z drzewa herbacianego rozcieńczony do przemywania powiek i uszu.
Leczenie przyniosło skutki pozytywne, rzęsy zaczęły odrastać, a ja czułam się lepiej więc przerwałam terapię. Teraz wiem, ze za wcześnie i nie usunęłam głównej przyczyny choroby. Teraz mam nawrót i jest nieco gorzej ponieważ zainfekowana jest twarz, na szczęście nie ma tragedii wielkiej ale dla kobiety każda zamian na pysiu jest depresyjna. Spędziłam bardzo długie godziny, nawet dni na czytaniu wszystkich dostępnych wiadomości na temat demodexa i myślę, że podjęte przeze mnie kroki dają dobre rezultaty. Postanowiłam podzielić się szerzej zebranymi informacjami na temat tej choroby ponieważ nadal świadomość jak ją leczyć wśród polskiej służby zdrowia jest małą, choć jest lepiej niż np 2-3 lata temu. Przedstawię tutaj moją codzienną rutynę pielęgnującą cerę,opiszę przyczyny tej choroby, wszelkie jej skutki na przykładzie mojej osoby. Podkreślam, że są to tylko i wyłącznie moje doświadczenia i nie będę udowadniać na siłę swoich racji. Napisze co najlepiej sprawdziło się u mnie i że wcale nie trzeba wydawać nie wiadomo ile na wymyślne kremy czy leki. Jednak uprzedzam od razu leczenie nie jest krótkie, nie znajdziecie tu lekarstwa na jeden raz, nie dajcie sobie wmówić, że jedna dawka coś zmieni. Czas rozrodczy nużeńca wynosi miesiąc i tyle minimum musi trwać leczenie. Mama nadzieję, że informację, które postaram się umieszczać systematycznie komuś pomogą i uchronią przed błędami jakie ja popełniłam oraz, że nużeńcowe koszmary nie będą już nikogo męczyć.
Pozdrawiam
Karolina